piątek, 9 sierpnia 2013

Rozdział 26


 ~Oczami Martynki~
Obudziłam się pod wpływem krzyków dochodzących z dołu. Zmarszczyłam brwi nie rozpoznając głosów. Otworzyłam oczy i rozejrzałam się po pomieszczeniu. O ironio, nie dość, że nie wiem u kogo, to jeszcze nie wiem gdzie... Ale to raczej normalne. Ogarnij dupę, idiotko.Zmarszczyłam brwi, siadając na łóżku i rozglądając się po pokoju w poszukiwaniu zegarka. Znalazłam go na ścianie na przeciwko łóżka i przeżyłam szok, gdy zobaczyłam godzinę czternastą. Czemu ja tak długo spałam i nie dość, że nie w swoim łóżku, to jeszcze nie w swoim domu? Skupiłam się, sięgając pamięcią wstecz, próbując sobie przypomnieć wczorajszy wieczór. Pamiętam, że poszłam na imprezę. Och, no tak. Mell i Filip są razem. Jak słodko! Ale ja nie o tym chciałam mówić. Mam skłonności do dygresji*1. No i co na tej imprezie... Ach, no tak, namolny Harry. Jaki on był denerwujący. W ogóle mnie nie spuszczał z oka. Nawet do łazienki za mną poszedł, bo bym mu jeszcze przez okno uciekła. W sumie to miałam taki plan, ale się nie udało, bo... Znowu, kurwa?! Więc właściwie mało wypiłam, bo nawet nie miałam kiedy przez pana Nie-uciekniesz-bo-zaciągnę-cię-za-nogi-Harrego. Powinnam wszystko pamiętać, no ale trzeba się zastanowić, a nie marudzić, że są za małe okna w łazienkach do szybkiej ucieczki i zanim się przeciśniesz, to taki idiota Styles cię stamtąd wyciągnie za nogi. Czyli, że potem mieliśmy wracać, ale Zayn chciał jeszcze ze mną zatańczyć i... Ach, no tak. Jestem w domu Perrie. O kurwa... I co ja teraz zrobię? Jestem w domu prawdopodobnie już byłej dziewczyny, której chłopak mi się podoba i próbował mnie wczoraj, a właściwie to dziś z samego rana pocałować. Na dodatek ktoś u niej jest. Ale się wkopałam... Dobra, ale przecież nie będę tu siedzieć cały dzień. Wstałam, zauważając, że jestem w czyjejś piżamie. Aaa... To ta z szafki, co mi pokazała Perrie. Pomyślałam żeby się przebrać, ale jak sobie przypomniałam o tej niewygodnej wczorajszej sukience, to postanowiłam zostać w piżamie. Jest 654647646958471235896476768574687444463875775987 razy wygodniejsza. Wyszłam na korytarz i rozejrzałam się. Że też nie uważałam jak mnie tu prowadziła i nie pamiętam drogi. Zauważyłam zakręt i mając nadzieję, że za nim są schody podążyłam swoimi stopami w tamtą stronę. Wychyliłam głowę zza róg i rozejrzałam się uważnie. Korytarz ciągnie prosto. Tuptusiałam dalej, a moje stopy robiły się coraz chłodniejsze. Przy końcu korytarza znalazłam  kolejny skręt, a tuż za nim schody, za to na przeciwko mnie były drzwi. I to nie takie jak inne pokoje. Te były przybrudzone czymś brązowym, dawno zeschniętym, klamka była mocno przetarta, były białe, lekko zżółknięte. Reszta charakteryzowała się szałową nieużywalnością i błyszczącym, ciemnym brązem. Sięgnęłam dłonią po klamkę. 'Nie powinnaś'. 'Mi ciebie też miło słyszeć, Mieciu.' 'Doskonale wiesz, że zaglądanie do tajemniczych pokoi, kończy się dla ciebie źle'. 'Oj, to był jedyny raz. Zamknij się już Mietek'.
Otworzyłam drzwi. Wiem, wiem, nie powinnam, to sprawy prywatne, nie musicie mi robić pogawędek moralnym, o tym, że Mietek ma rację. Zajrzałam do środka i zmrużyłam oczy. Był to bardzo mocno oświetlony pokój, a ja zdążyłam się przyzwyczaić do półmroku korytarza. Znalazłam się w... WTF?! Pracownia garncarska?! W prawy rogu było koło garncarskie, a na wprost mnie chyba z tysiąc różnych garnków, figurek, wazonów. Matko Różowa, tego to się nie spodziewałam.Szybko zamknęłam drzwi. Przynajmniej znam jedną z pasji tej dziewczyny. Szybko skierowałam się do schodów i powoli, bezgłośnie skierowałam się na dół. Na szczęście, tutaj rozmieszczenie pokoi pamiętałam. Przeszłam korytarzem do końca i wychyliłam głowę za framugę salonu. Perrie siedziała z zapłakanymi oczyma na kanapie, a wokół niej panoszyła się jakaś trójka dziewczyn. Czy właśnie widzę przed sobą całe Little Mix? Wow... Wyszłam trochę dalej i nabrałam powietrza w płuca.
-Hej... - wydusiłam cicho.
Nagle cztery pary oczu zostały na mnie sprowadzone. Wysiliłam się na jakiś kiepski uśmiech, a one zmierzyły mnie wzrokiem.
-To ona? - spytała Jade patrząc na mnie potępiającym wzrokiem.
Ratujcie mnie, bo ona zaraz mnie pożre wzrokiem. Perrie lekko pokiwała głowa na tak, a cała reszta zerwała się z miejsca i do mnie podbiegła. Zaczęły mnie obchodzić w okół, dotykać policzków, warg, włosów. Czułam się jak jakiś nowy eksponat w muzeum, który oceniają konserwatorzy.
-Dziewczyny, przestańcie. - zareagowała Pezz, widząc moją speszoną minę. 
Uśmiechnęłam się do niej z wdzięcznością, a ona tylko klepnęła kanapę, dając mi znak, abym usiadła obok niej. Szybki krokiem przemierzyłam pomieszczenie i opadłam na kanapę.
-Która godzina? - spytałam.
-Za dziesięć 15. - poinformowała mnie Jesy.
Prawie godzinę włóczyłam się po korytarzu?! Ale jaki on długi i w ogóle. Ale one chyba tu trzy wszystkie cztery mieszkają... Ale nawet jak na 4 osoby to jakoś duży ten dom. W sumie... Dobra, ja i Mell wcale nie mamy o wiele mniejszego. Plus te ukryte pokoje itp.
-Wiecie co... Ja już się muszę zbierać. - stwierdziłam, podnosząc się z kanapy.
-Nie chcesz żadnego śniadania? - spytała Leigh-Anne.
-Coś czuję, że mój żołądek nie będzie tym zachwycony. Zjem w domu. - powiedziałam i ruszyłam w stronę wyjścia z... Salonu? Pokoju do odpoczynku? Cholera wie czego. Wbiegłam do góry, w pokoju przebrałam się w swoje ciuchy, chwyciłam szpilki w rękę i zgarnęłam swoje rzeczy do torebki. Jakimś cudem wepchnęłam jeszcze do niej piżamę, żeby ją wyprać i trzymając telefon w dłoni, już bez błądzenia zeszłam na dół. Weszłam z powrotem do pokoju, gdzie siedziały dziewczyny i uśmiechnęłam się do nich.
-Ładna sukienka. - pochwaliła mnie Jade.
Uśmiechnęłam się do niej dziękując i zwróciłam się do blondynki. 
- Perrie, dasz mi swój numer, bo chciałabym z tobą jeszcze potem pogadać?
- Właśnie miałam spytać o to samo. Daj telefon, wpiszę ci. - odpowiedziała Pezz i wyciągnęła rękę.
Podałam jej moją niebieską nokię, a ona szybko wpisała mi 9 cyferek, podpisują je: ''Perrie*_*''.  Uśmiechnęłam się widząc tą przedziwną minkę. Pożegnałam się z dziewczynami i wyszłam z mieszkania. Wcisnęłam słuchawki do uszu, puszczając na telefonie Eda Sheerana. Spokojnie przemierzałam ulice Londynu, zmierzając ku mieszkaniu. Po drodze postanowiłam wpaść do kawiarni, ponieważ mój żołądek powoli wracał do życia. Weszłam do przytulnego pomieszczenia, zwijając słuchawki i wciskając je do kieszeni kurtki. Usiadłam w najbardziej oddalonym stoliku, chwytając kartę. Po chwili podeszła do mnie kelnerka, z miłym uśmiechem. Zamówiłam cafe creme*2 i naleśniki, płacąc od razu.
Nie lubię potem wołać kelnerki trzysta razy, prosząc o rachunek. Nie musiałam czekać długo, a przede mną pojawiły się trzy naleśniki z twarogiem i kawa. Zajęłam się jedzeniem. Byłam już w połowie dania, kiedy zabrzmiał dzwonek oznajmiający przybycie nowych klientów. Odwróciłam wzrok w stronę drzwi i zamarłam. Do kawiarni wszedł Harry... Harry z Zaynem. Ja to mam szczęście, nie ma co. Jednym łykiem dopiłam kawę, wcisnęłam resztę naleśnika do buzi, zebrałam swoje bzdety i przemknęłam do toalety. Wychyliłam głowę, sprawdzając gdzie zajęli miejsca. O ironio, tuż obok wyjścia. Głupi ma zawsze szczęście, nie? Nie miałam zamiaru, przechodzić obok nich i być narażona na rozmowę z moim prześladowcą i zdradliwym idiotą. Ale też nie chce mi się siedzieć w kiblu, Bóg wie ile. Rozejrzałam się po pomieszczeniu, w którym jak na razie utknęłam. Zauważyłam okno. Całkiem spore. Przecisnęłabym się. ''Nie będziesz ich mogła cały czas unikać.'' ''Mieciu, to moje życie. Wolę później, niż wcześniej.'' ''Jeszcze wspomnisz moje słowa'' ''Och, cicho, bo cię wywalę z głowy.'' Już podchodziłam bliżej, kiedy drzwi otworzyły się z hukiem. Gwałtownie odwróciłam się, przez co prawie upadłam, zważając na to, że byłam w szpilkach. Do środka wparowała chyba jakaś kolonia. Z 15 dziewczyn ustawiło się w kolejce i rozpoczęło błyskotliwą dyskusję. Co najśmieszniejsze, po polsku. Czy one na prawdę myślą, że ich nie rozumiem i nie mam pojęcia, że gadają o rodzajach podpasek. Och, ale co się dziwić. Mają maksymalnie 13 lat, a większość mniej. No cóż, są ciekawe, niedoświadczone i... O czym ja myślę?! Nagle jedna z nich przerwała to jakże wciągającą rozmowę, zupełnie innym tematem.
-Ej, a wam też się wydaje, że tam obok drzwi siedzą Harry i Zayn z One Direction? - spytała rudowłosa, chowając głowę do środka i przymykając drzwi.
Reszta nagle rzuciła się do drzwi i wystawiała głowy, przepychając się, aby lepiej widzieć.
-To oni! To na prawdę oni!
-OMG! Zaraz zemdleję!
-Nie wierzę! No normalnie nie wierzę!
-Mam zawał!
-Umieram! O Boże, umieram!
W tym całym zamieszaniu, jakoś udało mi się przepchnąć do wyjścia, a następnie skryć się za ścianą. Coś mi się wydaje, że te dziewczyny zbyt szybko nie wyjdą z tej łazienki. Mam tylko jedno wyjście. Męska... Przemknęłam wąskim korytarzem i znalazłam się przy wejściu do męskiej toalety. Raz się żyje, co nie? Weszłam szybko do pomieszczenia. Przy pisuarach stało 2 gości w zielonych, wysokich kapeluszach. Dodatkowo mieli na sobie białe t-shirty i zielone spodenki na szelkach. Serio? Zjazd leprekaunów (nie wiem jak to odmienić, chodzi o mniej więcej to)? Spojrzeli na mnie, rozszerzając oczy ze zdziwienia. Uśmiechnęłam się do nich, szybko zmierzając do okna na końcu toalety. Otworzyłam je. Zostawiłam na podłodze torebkę i szpilki i wdrapałam się do góry. Wyskoczyłam przez okno, nie zważając na wpatrzonych we mnie karłów. Wychyliłam się sięgając po buty, kiedy nagle zaczął dzwonić mi telefon. Zaklęłam pod nosem w ojczystym języku, zderzając się z jeszcze większym zdziwieniem karłów. No tak. Wchodzi dziewczyna do męskiego, wyskakuje przez okno i gada w jakimś dziwnym języku. Normalka... Wyjęłam telefon z torebki i wisząc z głową w dole, rozpoczęłam rozmowę z Meg. Ona też se zawsze znajdzie odpowiedni moment na ploteczki.
-Cześć Megan. - rozpoczęłam po angielsku. Myślałam, że tym karłom, oczy ze zdziwienia wyjdą z orbit.
-Hejka. Mam nadzieję, że zbytnio nie przeszkadzam w uciekaniu przed kłopotami.
-Ja i kłopoty? Nigdy.
-Wiesz, że zaczęłam z Ally zapisywać wszystko do zeszytów. W sensie, twoje pakowanie się w kłopoty.
-Serio? - zacięłam się w połowie drogi do szpilek. - I ile już tego jest?
-Trzy bruliony A4.
-Och, to sporo. Wiesz, ja teraz zbytnio nie mogę gadać. Oddzwonię, oki?
-Do usłyszenia.
Rozłączyłam się i mając w dłoni torebkę, szpilki i telefon, zjechałam na dół. Podciągnęłam się na rękach i uśmiechnęłam do skrzatów.
-Zamkniecie za mnie okno? Byłabym wdzięczna. - puściłam im oczko i opuściłam się na ziemię.
Nałożyłam szpilki, chwyciłam torebkę i ruszyłam do domu, ignorując przenikliwe spojrzenia przechodniów.
-------------------------------------------
*1 dygresja - odejście od głównego tematu narracji i rozwijanie w jej obrębie innych tematów luźno lub nawet nie związanych z utworem
*2 Cafe creme -  napar kawowy z lekko parzonym mlekiem
 -------------------------------------------
Pytaniaaaaaaaaaa:
  • Jakie relacje zawiążą się pomiędzy Perrie a Martyną?
  • Co myślicie o Mietku, mieszkającym w głowie Martyny?
No to taki dłuższy rozdział. Przynajmniej mam takie wrażenie. Niedługo (9.08) dodam do zakładki: 'bohaterowie' resztę Little Mix. Ale już raczej zbiorowo, bo one będą się tylko przemykały przez opowiadanie. To do napisania, miśki.
 

wtorek, 23 lipca 2013

Rozdział 25

~Perspektywa Mell~
Horan był zdziwiony moją nadmierną czepliwością do jego ciała, ale szybko się namyślił i przygarnął mnie w swoje silne ramiona. Kiedy wreszcie pozwoliłam mu rozluźnić uścisk, on otworzył mi drzwi, a kiedy weszłam do samochodu, zamknął je. Zwykły gest, ale i tak Niall robi się coraz bardziej uroczy w moich oczach. Kiedyś Filip, wraz z Louisem próbowali mi wytłumaczyć, że chłopak ma być męski, a nie uroczy, czy słodki. Najbardziej ich wnerwiało, jak powtarzałam, że z tymi zawziętymi minami wyglądają słodko. Ale ja i tak zostałam przy swoim. Nawet nie zdążyłam zauważyć, że ruszyliśmy, a już byliśmy na autostradzie i śpiewaliśmy piosenki z radia, maksymalnie go przekrzykując. Czekaj, czekaj... Autostrada?!
-Ni... Gdzie my jedziemy? - spytałam swojego towarzysza.
Mój głos był już lekko schrypnięty, od nadmiernego wykrzykiwania tekstów.
-Jesteśmy już niedaleko zobaczysz. - odpowiedział spokojnym tonem.
Wjechaliśmy na jakąś polną drogę, zagłębiając się coraz głębiej w las. Kiedy dojechaliśmy na miejsce była równo 17:00. Miałam wrażenie, że minęło niecałe 10 minut... Wysiadłam z auta, w ostatniej sekundzie wyprzedzając Nialla, który już sięgał po klamkę od drzwi pasażera. Kiedy on zdążył wysiąść?
- Mam nadzieję, że lubisz jeździć rowerem... - powiedział niepewny siebie chłopak.
Rozejrzałam się wokół siebie. Byliśmy na jakimś zadupiu , skąd on do cholery chce wziąć rower?
- Lubię, lubię. Ale skąd ty chcesz tu wytrzasnąć rower? - spytała trochę zdezorientowana.
Niall wskazał palcem na coś ponad jego samochodem. Spojrzałam we wskazane miejsce. Do dachu były zamontowane dwa rowery. Gratuluję spostrzegawczości, Sparks. poczułam, że moje policzki robią się czerwone. Niall zaśmiał się cicho i znowu nie wiem kiedy ściągnął oba rowery. Wsiadłam na jeden z nich i pojechałam tuż za nim. Po drodze opowiadaliśmy śmieszne historie ze swojego życia i wymyślaliśmy piosenki, o idiotycznych tekstach. Nasz zespół nazwaliśmy: ''szalone bambusy''. Mam nadzieję, że to zostanie między nami.  Kiedy w końcu się zatrzymaliśmy znalazłam się nad jeziorem. Słońce leniwie grzało ostatnimi promieniami i mogłam zauważyć uśmiech Nialla, kiedy patrzył w moje rozmarzone oczy. W oddali zauważyłam jakiegoś chłopaka. Zmrużyłam oczy zastanawiając się, kto wszedł w moje idealne popołudnie ze swoim tłustym tyłkiem.
- Chodź. - powiedział Ni, ciągnąc mnie za rękę.
Podchodząc bliżej stopniowo rozpoznawałam sylwetkę Harry'ego. WTF?! A obok niego. Obok niego leżał walec napompowany do połowy powietrzem. To chyba coś jak kula wodna, tylko na dwie osoby. Nie myliłam się. Zostałam wepchnięta do środka z Niallem, Harry dopompował powietrze i zniknął. Jakim cudem, oni tak szybko chodzą? Wturlaliśmy się do wody i zaczęliśmy szaleńczy bieg na drugą stronę jeziora. Skończyło się na tym, że zmęczeni dryfowaliśmy na spokojnej tafli jeziora grając w 20 pytań. Skończyło się na chyba z tysiącu. Kiedy w końcu jakimś cudem wydostaliśmy się z tego dziadostwa, słońce już zaszło, a wokół nas panował półmrok. Z lekkiej oddali zauważyłam płomienie. Lekko przestraszona, skierowałam swój wzrok na chłopaka.
- Niall, tam się chyba coś pali.
- Wiem. I ma się palić, głuptasie. - stwierdził, uśmiechając się.
Niepewnym krokiem ruszyłam za blondynem. Moim oczom ukazało się ognisko. Ale fajnie!!! Boże, zachowuję się jak 5-latka. Usiedliśmy przy ognisku, a Niall wziął gitarę do ręki. Reaktywacja ''szalonych bambusów''? Siedząc przy ognisku, w całkowitym mroku dookoła nas, całkowicie przejrzałam swoje uczucia. Stanowczo, kocham zbyt wiele osób, raniąc przy tym siebie.
- Dziękuję, że to dla mnie zrobiłeś, Ni. Najlepszy wieczór w moim życiu. Jesteś najlepszy. - wyszeptałam, opierając głowę o jego ramię.

~Oczkami Nialla~
'I to miał być najlepszy wieczór w twoim życiu. Tego wieczoru powinnaś zostać moja.' Niestety zamiast tych słów, przygarnąłem ją bliżej do swojego ciała. Jak cudownie czuć ciepło jej ciała, obok swojego. Szkoda, że nie będzie mi to dane na co dzień.
-Idziemy już? - spytała sennym głosem.
-Tylko zgaszę ognisko. - odpowiedziałem jej.
Lekko skinęła głową, wypuszczając mnie ze swoich ramion. Mógłbym zostać w nich na zawsze. Jak już zadbałem o bezpieczeństwo lasu, wraz z przysypiającą Mell udałem się w stronę rowerów. Jeśli wsadzę ją na rower, będę odpowiadał przed sądem za morderstwo, więc wzięłam ją na ręce, a następnie przerzuciłem na plecy. Ona waży niebezpiecznie mało... Dziewczyna automatycznie obwiązała swoimi udami, moje biodra, a rękoma szyję i oparła głowę o moje ramię.
-Niall, odstaw mnie. Jestem ciężka.
Zignorowałem ją siadając na siodełku. Moja towarzyszka była zmuszona usiąść z tyłu na bagażniku.
-Ni, pojadę sama. Przecież nie zostawimy tak tu tego roweru. Daj mi zejść. - zaczęła się zsuwać z miejsca, więc szybko ją pociągnęłam z powrotem i oplotłem jej ręce wokół mojego brzucha.
-Zostawimy. - zarządziłem ignorując motylki spowodowane jej dotykiem.
Reagowałem na nią nawet przez bluzkę. Gdy byliśmy przy samochodzie Mellodie spała już słodko wtulona w moje plecy. Jej oddech był miarowy i spokojny. Położyłem ją na tylnych siedzeniach, a ona zwinęła się w kłębek. Wróciłem się piechotą po drugi rower i wróciłem już na nim. Dziewczyna dalej spała, więc zamontowałem dwuśladowce na dachu i siadłem przed kierownicę. Uruchomiłem pojazd, mając na uwadze bezpieczeństwo najlepszej osoby świata, aktualnie śpiącej na tyłach moje auta. Mojego auta, a nie jakiegoś cholernego Filipa. Poczułem się z tą świadomością trochę lepiej, niż wcześniej. Wjeżdżając na podjazd, spojrzałem na zegarek. Była1:30. Chwyciłem Mellodie w ramiona, niosąc ją do mojego pokoju. Ściągnąłem jej spodnie i nakryłem kołdrą. Sam zrobiłem to samo i po chwili zasypiałem wtulając się w ciało mojego największego skarbu. Szkoda, że nie tylko mojego.

---------------------------------------
Jest godzina 1:15, w moich głośnikach leci BSE, a ja skończyłam ten rozdział. Idę spać, ale najpierw pytanie. Takie trochę od rzeczy:
  • Jak wrażenia po obejrzeniu teledysku do Best Song Ever? 
Miłego dnia, spania, cy wieczoru, miśki.

sobota, 20 lipca 2013

Rozdział 24

~Oczętami Mell~
Ooohhh... Moja biedna głowa. Koniec z piciem... Czekaj, czekaj. Co ja pomyślałam? Ugh, już okłamuję sama siebie. Alkohol jest zbyt fajny, żeby go nie pić. Bynajmniej... Bynajmniej coś mnie przygniata. Uchyliłam powiekę i zobaczyłam na sobie rozwalonego Filipa. Zrzuciłam go sobie z brzucha i podreptałam do łazienki (okazało się, że jesteśmy w moim pokoju). Tam ściągnęłam ciuchy i weszłam pod ciepły prysznic. Zmyłam z siebie cały brud i wyszłam spod ciepłej wody. Wykonałam wszystko co musiałam i wyszłam z łazienki. Filip spał rozłożony w poprzek łóżka, ręce i głowa zwisały mu poza łóżko, a nogi był dziwnie wykręcone w oddzielne strony. Zaśmiałam się cicho widząc ten obraz. Zeszłam na dół wchodząc bosymi stopami na zimne panele w kuchni i zaparzyłam sobie kawę. Spojrzałam na kalendarz i zmarszczyłam brwi widząc jakąś dopiskę obok dzisiejszego dnia. Podeszłam i wytężyłam wzrok. Na małym kwadraciku przeznaczonym dla mnie (miejsce na dopisanie różnych bzdetów wraz z Martyną dzieliłyśmy na pół. Lewa część moja, prawa jej) widniał wypisany starannym, ładnym pismem: Niall, 16:00. I może uznałabym to za pomyłkę, gdyby nie wyszło, po głębszych oględzinach, że to moje pismo. W głowie przemajaczyło mi, że rzeczywiście się z nim umawiałam jakiś tydzień temu. Spojrzałam na zegarek. Godzina 12:30. Trzeba zrobić pobudkę, ale jeszcze nie wiem kogo budzić. Wytężyłam umysł przypominając sobie, z kim wczoraj wracałam. W sumie nie było tylko Zerrie i Martysi. Ale ich trójka wracała oddzielnie. Narobiłam mega dużo kanapek ze wszystkim  po kolei. Wzięłam ze sobą 7 butelek wody i tabletek przeciwbólowych i ruszyłam do walki ze śpiochami. Weszłam do pierwszego pokoju gościnnego i ucieszyłam się, że nie muszę szukać dalej. Cała szóstka spała w jednym łóżku. No prawie... Niall leżał rozłożony ''na szczupaka'' na skos, w druga stronę na jego plecach położył się Louis. Ally i Meg leżały tylko ciałem na pozostałej przestrzeni po bokach łóżka, a nogi miały oparte o ziemię. Liam spał na podłodze, a głowę miał na łydkach Ally. Natomiast Harry leżał po drugiej stronie w podobnej pozycji do Liama, tylko że na nogach Megan. To raczej wyglądało na jakiś projekt szalonego artysty, niż spanie po pijaku, ale niech im będzie. Tylko jak ja mam ich obudzić? I wtedy wpadł mi do głowy pewien pomysł. Pobiegłam do pokoju obok i wyjęłam z kartonu interesującą mnie rzecz. W ręku trzymając trąbkę (pozostałość po urodzinach Alisy) przygotowywałam się na potworny hałas. Nacisnęłam odpowiednie miejsce i momentalnie w całym domu rozległo się głośne trąbienie. Wszyscy gwałtownie zerwali się. Alisa straciła równowagę i usiadła na głowie Liama, tłumiąc jego krzyk. Megan skuliła kolana, więc głowa Harrego poleciała do góry opadając po chwili na twardą podłogę. Niall zerwał się na nogi, więc Louis spadł prosto na Ally, która ledwo zeszła z Liama powalając ich obu na podłogę. A raczej na brzuch Liasia. Biedaczyna. Nagle zza framugi mojego pokoju wyłonił się biegiem Filip z na pół ściagniętą skarpetką i roztrzepanymi włosami, ledwo wykręcając we framudze drzwi. Rzucił się na mnie, wyrywając z dłoni przedmiot tworzący hałas i wszyscy odetchnęli z ulgą. Po chwili zauważyli na podłodze butelki z wodą, z tabletką na każdej nakrętce. Rzucili się na nie i zaspokoili swoje pragnienia.
- Śniadanie na stole! - krzyknęłam schodząc ze schodów.
Cała chmara mini zombi ruszyła za mną pociągłym tempem. Usiedli przy stole i zaczęli skubać śniadanie. Myślałam, że będą jedli całą wieczność, ale w sumie szybko im poszło. Ja pomimo ponaglającego spojrzenia Filipa nie zjadłam nic. Po prostu nie słuchałam jak ględził, że przecież wczoraj też nic nie ruszyłam i powinnam cokolwiek coś przełknąć. Może i miał rację, ale... Ja nie czułam głodu. i trochę mnie to martwiło, ale to pewnie przejściowe. Po śniadaniu wszyscy stopniowo wychodzili z mieszkania, a kiedy wreszcie udało mi się wywalić Filipa zostałam sama w wielkim domu. Czułam się wolna. Godzina 14:00. Za dwie godziny wychodzę z Niallem do... Dobra, nie wiem gdzie. Jak go spytałam po śniadaniu wzruszył ramionami i powiedział, że coś wymyślimy. Wyciągnęłam z lodówki resztkę sałatki i usiadłam z widelcem w ręce nad nią.
Patrzyłam się posępnym wzrokiem na trochę warzyw, jakby zabiły mi najbliższą osobę, a przecież chciały tylko pomóc. Pokręciłam widelcem
w kapustce, podziubałam ją widelcem i zakręcałam jak makaron spaghetti. W końcu nałożyłam ją na sztuciec i podniosłam do ust. Rozchyliłam wargi i wrzuciłam pierwszą porcję. Przegryzłam raz i automatycznie wezbrały się we mnie mdłości. Wyplułam to co miałam w buzi do śmieci, a resztę z powrotem włożyłam do lodówki. Była dobra, ale jakoś nie mogę jeść. Spojrzałam na zegarek w jadalnio-kuchni i odkryłam, że moje mierzenia się z sałatką zajęło mi godzinę i 15 minut. Szybko zerwałam się z krzesła i popędziłam przez schody, korytarz, swój pokój, aż wreszcie wpadłam do własnej garderoby. Jak dobrze, że nie miewam problemów z ciuchami. Szybko zgarnęłam zestaw i przebrałam się. Do torebki wrzuciłam chusteczki, telefon i portfel, a do ręki wzięłam klucze. Usłyszałam trąbienie z zewnątrz budynku, więc zbiegłam po schodach. Uchyliłam firankę i zauważyłam Nialla opartego o swoje czarne auto. Wybiegłam z mieszkania, zamknęłam je na klucz i przytuliłam się na przywitanie z uroczym blondynem.

------------------------------------------------------
Wiem, jakoś słabo mi idzie pisanie. pytanko:
  • Co potoczy się dalej w związku z brakiem apetytu Mell?
Teraz są wakacje, więc pewnie napiszę więcej. Do napisania, miśki. Kocham. ;)

wtorek, 11 czerwca 2013

Rozdział 23

~Oczami Martynki~
    Oczywiście ja prawie ostatnia wychodziłam z domu. Za mną był tylko Harry. Reszta siedziała już w taksówkach. Już byłam jedną nogą na zewnątrz, kiedy zostałam pociągnięta do środka.
-Czekaj. - usłyszałam cichy szept Harrego tuż przy swoim uchu.
Nie, nie chciałam czekać. Chciałam od niego uciec. On mi nie umożliwia zapomnienia. Zapomnienia, że przecież jest cholernie gorący i mnie pociąga. Ja tego nie chciałam. Nie mogłabym się z nim związać. Nie, na pewno nie z nim.
-Co chcesz? - spytałam wrzeszcząc na cały dom.
Chłopak gwałtownie odsunął się ode mnie. No i o to mi chodziło.
-Czemu krzyczysz?
-A czemu ty szepczesz?
Chłopak popatrzył się na mnie jak na idiotkę. Westchnął i z powrotem się do mnie przysunął. Zesztywniałam. Uparty jest.
-Jesteś mi wciąż winna przysługę. - powietrze z jego ust wylądowało wprost na moich. Byłam zmuszona je wciągnąć.
Wypuściłam je, a on je wciągnął. Czy on chce mi wmówić, że oddychamy jednym powietrzem? Nie no...
-A co chcesz? - czy to nie było zbyt oczywiste?
Żeby mnie nie całował, żeby mnie nie całował, żeby mnie nie całował, oby mnie nie...
-Spędź ten cały wieczór ze mną.
No i kurwa zapeszyłam...
-Ale czemu chcesz go spędzić akurat ze mną? - wyszeptałam. Co? Wyszeptałam?!
-Bo jesteś mi winna przysługę.
Przysunął się jeszcze bliżej. Swoje rozchylone usta wcisnął między moje. Jednak mnie nie pocałował. Stał tak z drżącymi wargami tuż przy oich. Czekał na mój ruch.



 Jednak ja nie byłam w stanie nic zrobić. Stałam tak sparaliżowana. W końcu odsunęłam go od siebie, napotykając jego rozczarowane oczy i przytaknęłam głową. Czym szybciej odwróciłam się na pięcie i wyszłam z mieszkania. Wsiadłam do taksówki, a zaraz po tym Harry. Zabierzcie mnie stąd...

*kilka godzin później*
Całą imprezę przetańczyłam z Hazzą, ale teraz jest 4 rano, a ja się zbieram z resztą do domu. Alkohol trochę na burzył mi w głowie, ale jeszcze stoję o własnych nogach. Tłoczyliśmy się do wyjścia przez ludzi, którzy mimo później godziny wciąż tu byli i było ciasno. Zostawiali tylko Zayn i Perrie. Poczułam czyjeś zaciśnięte palce na moim nadgarstku. Gwałtownie odwróciłam głowę. Zobaczyłam za sobą Zayna.
-Zatańcz ze mną. - powiedział przekrzykując hałas klubu.
-Chciałam już iść do domu. Wszyscy się już zbierają, nie chcę wracać sama.- odpowiedziałam, choć coś w mojej głowie mówiło co innego.
-Wrócisz ze mną i Pezz. Odprowadzimy ją, a potem pójdziemy do siebie.
-No nie wiem...
-Proszę.
-No dobra.
Chłopak uśmiechnął się wesoło i pociągnął w wir tańca. Wesoło skakaliśmy w rytm muzyki. Przy drugiej piosence stanął bliżej mnie i położył swoje ręcę na moich biodrach. Przecież nie mogłam na to pozwolić. Chwyciłam jego dłonie i zaczęłam kręcić pod nimi piruety, majtać na wszystkie strony. Wyglądaliśmy jak pięciolatki na zabawie karnawałowej w przedszkolu. Zdezorientowany partner błądził za mną oczyma, aż w końcu nie wytrzymał i mnie uspokoił. Chwycił za dłoń i pociągnął w stronę jakiegoś kąta. Chciałam stanąć w miejscu, ale on był za silny. W końcu przycisnął mnie do jakiejś ściany, ręce ułożył nad moją głową i niebezpiecznie się zbliżał. Zatrzymałam go napierając dłońmi na jego brzuch, lecz ten zabrał je ze swojego ciała, żeby przycisnąć je swoimi opierającymi się na mojej tali. Już miał wpoić swoje usta w moje, kiedy szybko się wyrwałam i go odepchnęłam.
-Zayn! Ty masz dziewczynę! - wykrzyczałam na niego zła.
- Właśnie Zayn. I wcale nie jest po drugiej stronie klubu jak myślałeś.
Spojrzeliśmy w stronę dochodzącego głosu. stałam tam smutno-wściekła Perrie. Chłopak zrobił dwa kroki w tył.
- Nie wierzę. Jeszcze godzinę temu twierdziłeś, że mnie kochasz. A teraz? Dziewczyna którą prawdopodobnie chciałeś przelecieć przypomina ci, że masz dziewczynę? Myślałam, że ty będzie mi wierny, a nie osoba, którą znam od kilku godzin i nie zamieniłam z nią 3 zdań. Jesteś żałosny, słyszysz? Żałosny! - wykrzyczała, a łzy spływały po jej policzkach.
Po chwili zaczęła wybiegać z klubu. Zayn stał wpatrując się we mnie i czekając chyba na cofnięcie czasu. Ale ja nie mogłam tak tego zostawić. Ona nie może  w takim stanie sama wracać do domu. Przebiegłam obok Zayna, odsuwając go na bok i pobiegłam za blondynką. Doścignęłam ją tuż przy wyjściu i zatrzymałam.
-Czekaj. Nie możesz sama wracać, coś ci się może stać. Wiem, że on zachował się jak dupek, wiem, że chcesz teraz zniknąć, ale wiem też, że teraz nie jesteś w stanie myśleć. Odprowadzę cię, dobrze?
Perrie patrzyła się na mnie przez chwilę, a potem pokiwała głową na zgodę. Chwyciłam jej dłoń i poszłyśmy w stronę jej mieszkania. Cały czas panowała cisza przerywana tylko stukotem szpilek o bruk. Ciągle trzymałam jej dłoń. To był taki gest wsparcia. W końcu zatrzymaliśmy się pod jej domem. Odwróciła się do mnie i patrzyła prosto w oczy. Jej były załzawione i czerwone.
-Dlaczego to zrobiłaś? Przecież mnie nie znasz. - spytała łamliwym głosem.
-Wiesz, nie jestem dziwką. To że nie znam dziewczyny danego chłopaka, nie oznacza, że mogę się z nim lizać na prawo i lewo. Uprawnia mnie do tego tylko to, że nie wiem, iż on ma dziewczynę, albo po prostu jest wolny. - odpowiedziałam.
-Ale dlaczego mnie odprowadziłaś, czemu zwyczajnie nie olałaś? Większość osób by za mną nie poszła, a ty poszłaś.
-Nie wiem. Po prostu poczułam, że nie mogę cię zostawić samej. Idź już do domu, prześpij się i rano zastanów. To dobrze ci zrobi.
-Nie mogę teraz ciebie zostawić, nie pozwolę żebyś wracała sama. Zostań u mnie na noc.
Popatrzyłam na nią. Chyba ma rację, nie powinnam iść sama. Skinęłam głową i poszłam za nią. Wskazała mi pokój, podziękowałam, umyłam się i poszłam spać. Co prawda jest już przed szóstą, ale to dla mnie noc.

-----------------------------------
Nie widzę sensu pisania, dlaczego to idzie tak wolno. Sama nie znam powodu. Myślałyście, że Fifi zdradzi Mell? Była zdrada, ale nie ta co myślałyście. Wiecie, Mell i Filip są ze sobą krótko, nie mogę ich ze sobą od razu skłócić. Mogę wam powiedzieć, że przez całe opowiadanie Mellodie i Filip pokłócą się tylko raz. A teraz kolejne pytanie:
  • Co się stanie z Zerrie? 
To do napisania. W następny rozdziale Niall i Mell. Potem ślub, na który Fifi idzie z Mell i na nim ważna informacja, a potem zobaczycie. Za dużo wam zdradzam...

piątek, 17 maja 2013

Rozdział 22

~Oczami Martynki~
   Wszyscy wpatrywali się w ich złączone palce. Policzki bruneta przybrały czerwony kolor. Za to jego (chyba) dziewczyna stała wyluzowana, jak gdyby nigdy nic. Uśmiechnęła się triumfująco.
- Jesteśmy razem od jakiś... Czekaj policzę. - tu zrobiła chwilę przerwy - Od jakiś 5-7 godzin. - spojrzała się na swojego (już nie chyba, tylko na pewno) chłopaka, który aktualnie miał bordowe policzki i uśmiechnęła się do niego pokrzepiająco.
 Okej... Sytuacja wyglądała tak: Filip spalił buraka, Mellodie była z siebie cholernie zadowolona, Liam przypatrywał im się z uśmiechem, Megan była szczęśliwa, Ally zdziwiona, Perrie była uśmiechnięta, Zayn śmiał się jak głupi do sera, Harry patrzał się podejrzliwie na Lou. Przeniosłam wzrok na niego. Wyglądał jakby miał się zaraz rozpłakać, a może nawet i zabić. Niall wcale nie lepiej. Dobra, potem to rozpracuję. Jako pierwsza podeszłam, a raczej podbiegłam do Mell i rzuciłam jej się na szyję.
- Nareszcie. - wyszeptałam do jej ucha.
- Też się cieszę. Nawet bardzo. - odpowiedziała mi też szeptem.
 Potem zostałam odepchnięta przez resztę i każdy po kolei ich przytulał, gratulował. Ale chwila... Ona przecież jest moja... Była moja.
  Staliśmy już przed klubem, wcześniej wychodząc z jakoś dziwnie ciasnych taksówek. Trzeba zrobić naradę bojową. Plan jest prosty. Znaczy nie doszliśmy o tego wyjścia łatwo. Po serii krzyków, kłótni i fochów ustaliliśmy, że rozdzielamy się na grupki i idziemy gdzie chcemy. Ja idę z Meg, Ally i Harrym. Mell idzie z Fifim. Zayn z Perrie. No i Niall, Lou i Liam razem. Wreszcie pogodzeni weszliśmy do ciemnego pomieszczenia. Poczułam dym papierosowy, alkohol i to czego potrzebowałam... Dobrą zabawę.
 
~Oczętami Mell~
   Tany, tany, bum, cyk, cyk. Imprezka się kręci, oj się kręci. Wypiłam już... Ile ja wypiłam tych kolorowych drinków? Cholera, nie wiem. Ale wiem, że dużo.  Och, widzę na horyzoncie kolesia z kolejną porcją niebieskich, magicznych napojów. Och, jak miło.Wzięłam jedną szklankę i wypiłam. Wychaczyłam wzrokiem Meg i Ally. Pocałowałam Fifiego w policzek i podążyłam w ich stronę. Jednak w środku drogi ktoś pociągnął mnie za rękę i wylądowałam w innej stronie klubu. Zostałam porwana w wir tańca i po chwili doszło do mnie kto mnie właściwie porwał. Spojrzałam na uśmiechniętą twarz Lou i cała panika ze mnie zeszła. Uśmiechnęłam się i zaczęłam z nim tańczyć. Jedną piosenkę, drugą trzecią, cały czas w miłym milczeniu, aż w połowie czwartej ktoś krzyknął: odbijamy i znalazłam się w ramionach Nialla. No to tańczymy dalej. Jakoś po drugiej piosence przetańczonej z Niallem poleciała wolna melodia. Chłopak objął mnie w tali, ja zarzuciłam mu ręce na szyję i kołysaliśmy się w rytm piosenki.
- Jak to się stało? - spytał mnie przyjaciel.
- Co? - nie ogarniałam.
- No z Filipem. Jak się poznaliście, kiedy się zakochałaś, jak zaczęliście być razem? - wybełkotał. Był już podpity, zresztą ja też.
- Ymm... Poznaliśmy się podczas jakiegoś tam konkursu muzycznego organizowanego przez mojego ojca. Najpierw się spóźnił, a potem wpadł na mnie pod sceną i musiał zanosić mnie do szpitala. Spotykaliśmy się, on musiał wyjechać na dłużej do Polski. Gadaliśmy przez skype, telefon, facebooka. Jak odbierałam go z lotniska dziś, a może już wczoraj to spędziliśmy cały dzień razem. A na koniec jakoś tak wyszło, że zostaliśmy parą. Wiesz jak go pierwszy raz zobaczyłam to uznałam, że jest samolubnym, rozpieszczonym dupkiem. - położyłam głowę na jego ramię i cicho się zaśmiałam.
- Nie przepadam za nim, wiesz?
- Nie musisz. Przecież to nie ty masz z nim chodzić, spędzać z nim dużo czasu, tylko ja. Ja... Ja go chyba nawet kocham Niall.
- Chyba?
- Nie wszystko jest takie proste. - wypuściłam gorące powietrze przez nos wprost na szyję chłopaka.
Zadrżał. Piosenka się skończyła.Wywinęłam się z przyjemnego uścisku przyjaciela i poszłam w stronę dziewczyn. Puścili akurat coś żywszego więc popadłam w otchłań imprezowania.  Światła migały, grała głośna muzyka, wokół tłum ludzi, a ja skakałam wraz z przyjaciółkami w rytm muzyki.


---------------------------------------------------
Byłam święcie przekonana, że minęły jakieś dwa tygodnie od dodania mojego ostatniego postu, a tu ponad miesiąc. Cholera by to jedna wzięła. Pytanko:
  • Koniec imprezy skończy się na...?
To tyle. Nexta dodam, mam nadzieję szybko.

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Rozdział 21

~Oczami Martyny~
I po co ja obiecywałam wynagrodzenie ? Mogłam mu wtedy podziękować i wywalić za drzwi. Ale nie... To przecież jest chamskie, a ja jestem miła. Muszę się zmienić. Ale obiecałam, więc teraz muszę wstać. Zegarek na ścianie kuł w oczy godziną 7:20, powodując jeszcze większą chęć pójścia spać. Westchnęłam i zsunęłam się z łóżka. Podniosłam się z podłogi, rozcierając bolący łokieć poszłam do garderoby. Wzięłam ciuchy i zniknęłam w łazience. To co zwykle. Umyłam się, uczesałam itp. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że  zatrzasnęłam się w łazience, a Mell przed 15 minutami wyszła z domu.Czyli jestem sama w zamkniętej łazience, a za 45 minut mam się spotkać z Zaynem. Popchnęłam jeszcze parę razy drzwi, ale nie ustąpiły. Chwila... Przecież mam telefon ! Szybko chwyciłam za komórkę. Jedyną drogą wyjścia są chłopcy, bo mieszkają najbliżej. Najpierw zadzwonię do Liama. Odebrał, był chętny do pomocy, ale nie było go w Londynie... No nic. Teraz do Nialla. Pierwszy sygnał, drugi, trzeci, czwarty, piąty, sekretarka. Przymknęłam powieki i wybrałam kolejny numer. Tym razem do Lou. Ma wyłączony telefon. Został mi Zayn i Harry. Do Zayna nie, bo jeszcze zażyczy sobie dodatkowe wynagrodzenie, więc pozostał mi Hazz. Chłopak z chęcia postanowił mi pomóc i już po 3 minutach pukał w drzwi łazienki.
- Halo ! Martyna, jesteś tam ? - wykrzyczał.
- Nie... Spuściłam się w kiblu. - powiedziałam z nutką ironii. Chłopak zachichotał cicho.
- Ach. To ja idę. Pa. - usłyszałam stukot butów.
- Czekaj ! Uwolnij mnie, proszę...
- A co będę z tego miał ?
- Co tam sobie wymarzysz. Tylko uwolnij mnie, błagam.
- Zgoda. Pchaj drzwi, a ja pociągnę i spróbuję wcisnąć kartkę pomiędzy framugę, żeby przepchała zamek.
Oparłam dłonie na drzwiach i naparłam na nie. Harry pociągnął klamką. Coś zgrzytnęło, chrupnęło i już leciałam pozbawiona podpórki. Już myślałam, że będę miała złamany nos, kiedy ktoś mnie złapał. Hazz postawił mnie na nogi. Zbliżył się do mnie niebezpiecznie.
- Co z moją nagrodą ? Należy się też za złapanie i uchronienie przed upadkiem. - wymruczał mi do ucha.
W tym samym momencie spojrzałam na zegarek. Wskazywał na 8:00, czyli za piętnaście minut mam być w kawiarni. Odsunęłam się od Lokowatego.
- Kiedy indziej. Jestem prawie spóźniona. Paa ! - wypowiedziałam i łapiąc torebkę wybiegłam z pokoju.
- Ej ! Ale gdzie ty się tak spieszysz ?! - usłyszałam Harrego.
- Do chłopaka.- wykrzyczałam i wybiegłam z domu.
Mogłam mu powiedzieć, że do Zayna, ale jeszcze by stwierdził, że w takim razie, on może być powodem spóźnienia. A tak... Dał mi spokój. Ewidentnie chciał mnie pocałować, ale ja nie chciałam całować jego. Dobra, potem to przemyślę. Stanęłam przed miejscem spotkania 2 minuty przed czasem. Weszłam do pomieszczenia. W środku unosił się przyjemny zapach herbat i kawy, a w tle słychać było spokojną muzykę. Zaczęłam się rozglądać w poszukiwaniu Zayna. Siedział w najbardziej zaciemnionym kącie kafejki, z dala od wścibskich spojrzeń ludzi. Szybkim krokiem podążyłam w jego stronę i po chwili opadłam na krzesło obok niego. Posłał mi roześmiane spojrzenie.
- Już myślałem, że się spóźnisz. - zaśmiał się cicho.
- Ja też. A co cię tak śmieszy ?
- Ty. Masz śmieszną minę.
I wtedy skumałam się, że wciąż mam na twarzy przerażoną minę sprzed prawie pocałunku z Harrym. Szybko ją zmieniłam i uśmiechnęłam się wesoło.
- To co robimy ? - spytałam.
- Zobaczysz... - uśmiechnął się tajemniczo i wstał.
Wyszliśmy z knajpki na świeże powietrze. Przeszliśmy dwie ulice i stanęliśmy przed... O kurwa.
Stanęliśmy przed lodowiskiem. No i teraz mamy mały problem. Swojego czasu (jakiś miesiąc przed poznaniem chłopaków) wraz z Mell, Meg i Ally przyszłyśmy tu na łyżwy. Skończyło się to tragicznie, bo wjechałam w bandę, a ta się przewróciła. I nie byłoby problemy, gdyby nie to, że kiedy Mell pomagała mi wstać, to sama się przewróciła. Za sobą pociągnęła Ally, Ally pociągnęła Megan, Meg jakiegoś chłopaka, chłopak dziewczynę, dziewczyna koleżankę i tak dalej, aż w końcu poleciało całe lodowisko. Jak by tego było mało Mell wywaliła się na tą przewróconą bandę i złamała ją na pół. Skończyło się zepsutą bandą, 5 złamaniami, 3 straceniami przytomności, 2 wstrząsami mózgu, wezwaniem karetki i zakazem wejścia na lodowisko, dla mnie i Mell. Pewnie u każdego innego skończyłoby się to 4 przewróceniami, siniakami i śmiechem. Ale cóż... My to mamy talent.
- Zayn... Ja tam nie mogę wejść.
Chłopak posłał mi zdziwione spojrzenie, a potem zaczął się śmiać.
- Co? Czemu? Nie umiesz jeździć, czy się boisz? - zapytał kpiąco.
- Nie... Kiedyś miałam tu małą przygodę i nie mogę tam wejść.
- Jaką przygodę? W sumie, to nie chcę wiedzieć. Ale w takim układzie, zamykasz oczy i dajesz się poprowadzić. - śmiesznie poruszył brwiami.
- Dobra niech będzie. Prowadź. - zamknęłam oczy i podałam mu dłoń.
Niepewnie złapał ją i zaczął mnie prowadzić. Szliśmy i szliśmy i szliśmy i tak cały czas. W końcu wsadził mnie do jakiegoś auta (chyba taksówki) i pojechaliśmy. Jechaliśmy i jechaliśmy i jechaliśmy i jechaliśmy i jechaliśmy i jechaliśmy i jechaliśmy i jechaliśmy i jechaliśmy i jechaliśmy i jechaliśmy i jechaliśmy i jechaliśmy i jechaliśmy i jechaliśmy i jechaliśmy i jechaliśmy i jechaliśmy i jechaliśmy i wysiedliśmy z samochodu. Zostałam zaprowadzona do jakiegoś ciasnego pomieszczenia, które okazało się być windą. I znowu jazda... Wyszliśmy z niej i stanęliśmy na świeżym powietrzu.
- Możesz otworzyć oczy. - powiedział Zayn.
Uchyliłam powieki i zobaczyłam... O rzesz w dupę wieloryba. Stoję właśnie na wieży do skoków na bungee. Nieciekawie... Przecież to Mell jest miłośniczką takich rzeczy, a nie ja. Ale przecież mu nie powiem, że nie skoczę. Wdech i wydech, wdech i wydech. Spokojnie. Zaczęto nas przypinać jakimiś pasami. Okazało się, że skaczemy we dwoje. Stanęliśmy przy krawędzi. 1, boję się, 2, zabierzcie mnie stąd, 3, lecimy...!


Dziękowałam sobie samej, że związałam włosy w kłosa, bo inaczej i ja i Zayn bylibyśmy przez nie atakowani. Byłam sobie wdzięczna, że nie nałożyłam makijażu, bo inaczej, to pewnie byłby już rozmazany. Byłam zadowolona, że założyłam spodnie, a nie spódniczkę. Za to byłam na siebie wściekła, że skoczyłam właśnie z nim. Nasze ciała dotykały się w każdym calu. Mieliśmy złączone dłonie i czułam jego oddech na swojej skórze. Wyczuwałam jego najmniejszy ruch. Jego wesoły krzyk mieszał się z moim okrzykiem przerażenia tworząc harmonijną całość.  I może byłoby to bardzo przyjemne i romantyczne gdyby nie to, że on ma dziewczynę. Dziewczynę, którą podobno kocha ponad życie, jest z nią szczęśliwy i ma zamiar taki pozostać. Ale przecież to nie nią prowadził przez pół Londynu za rękę, to nie nią doprowadza do przyjemnych zawałów serca, to nie ona teraz z nim leci w powietrzu.Normalny, zajęty chłopak zażyczyłby sobie w zamian za pomoc drinka, pomocy z dziewczyną, ewentualnie buziaka w policzek. Ale on. On zażyczył sobie całego dnia ze mną. Nie... To nie jest w żadnym sensie normalne.

~parę godzinek później~
Siedzieliśmy w knajpce na przeciwko siebie. On zawzięcie jadł jakiegoś burgera, a ja leniwie mieszałam słomką w soku pomarańczowym. W lewo, w prawo, w lewo, w prawo, prosto, na skos, i...
- Na pewno nie jesteś głodna? - mój taniec słomki przerwał jego głęboki głos.
- Nie. Gdybym była to bym zamówiła coś.
- Na przykład co?
- Ymm... Pewnie jakąś surówkę. Albo przetłuszczone frytki. Zależy na co miałabym ochotę.
- A na co masz ochotę teraz?
- Na dobrą imprezę i przelotny romans. - podniosłam wzrok na jego oczy.
I wtedy coś mnie kopnęło. Powiedziałabym, że prosto w serce. Moje mięśnie brzucha się ścisnęły, aby za chwilę rozepchały je tak zwane motylki. Rytm serca przyśpieszył, a oddech stał się nierównomierny. Czułam jak krew pulsuje w moich żyłach, a nogi drżą z podekscytowania. No chyba kurwa nie... Zauroczyłam się w tym zjebanym, ale cholernie przystojnym chłopaku, który zachowuje się co najmniej dziwnie. 'To nie zauroczenie, to miłość.' 'Och, Mietek. Zamknij ryj'. 'Podświadomość nie ma ryja...' 'No to zamknij to co ty se tam masz. Lepiej znam się na własny uczuciach, niż ty Mieciu mój drogi.'' Zakończyłam rozmowę z podstępnym głosikiem w mojej głowie. Zawsze się pojawia, kiedy mam wątpliwości. No dobra, dobra, ale gdzie do cholery Zayn ?! Rozejrzałam się po knajpie w poszukiwaniu towarzysza. Zauważyłam go przy ladzie. Czy on będzie coś jeszcze jadł ? No nie... Chciałam już iść do domu, zaparzyć herbatkę i obejrzeć jakiś denny serial, lub wyciągnąć Mell do klubu, a muszę tu z nim siedzieć i czekać aż jaśnie pan zje swoje żarcie. Po chwili usiadł obok mnie i postawił przede mną surówkę z frytkami.
- Zjesz to, zbieramy ekipę i lecimy do jakiegoś klubu. Smacznego. - puścił mi oczko.
Zajęłam się swoim jedzeniem, nie mając na nie najmniejszej ochoty, ale przy nim mój głos tracił wartość, pewność siebie nie istniała i gdyby kazałby mi skoczyć z mostu, pewnie bym to zrobiła. Cóż, takie uroki pociągania fizycznego. Powściągliwie zjadłam swój posiłek i poszliśmy do domu. Zayn powiedział, że weźmie chłopaków. Ja zadzwoniłam po Ally i Meg. Teraz muszę do Mell. Ma jeszcze zabrać ze sobą Fifiego. No dobra. Pierwszy, drugi, trzeci sygnał...
*Rozmowa*
- Halo? - odebrał... Filip?!
- Cześć. Ekhmm... Nie wiesz przypadkiem gdzie Mell?
- W kuchni. A co? Kazała odebrać i przkażać sobie wiadomość.
- No, okej. Idziemy, to znaczy: ja, Ally, Meg i całe 1D do klubu i pomyśleliśmy, że może pójdziecie z nami...
- Klub? Wiesz, chcieliśmy... - przerwał mu głos Mell: ,,Klub ?! Jedziemy!''
- To jak?
- Wiesz, nie mam nic do gadania. Jedziemy. Gdzie i o której? - spytał zrezygnowany.
- U nas o 22:00. Czekamy.
- Do zobaczenia. - zakończył rozmowę.
*Koniec rozmowy*
Zaczęłam się szykować. Po pół godzinie w domu była już Mell, żeby się przebrać. Dziesięć przed 22:00 wszyscy byli zebrani u nas w salonie. Dodatkowo Zayn zaprosił Perrie. Czułam się w jej towarzystwie trochę krępująco, bo zauroczyłam się w jej chłopaku. Każdy prezentował się dosyć dobrze. Ja byłam ubrana w to, Mell w to, Ally w to, Meg w to, Pezz w to (i wyglądała 100 razy lepiej niż ja). Chłopaki byli ubrani jak na co dzień. Filip miał to, Harry to, Lou to (i dziwnie patrzył się na Mell), Niall to (kolejny gapiący się na Mellodie), Liam to, a Zayn to (mrrr...). Trochę dziwnie, bo wszystkie dziewczyny oprócz Mell były w sukienkach, ale on jak to ona. Zero, ale to zero kobiecości. Ale i tak podrywa każdego. Do dziś nie wiem jak to robi. Rozejrzałam się jeszcze raz po wszystkich nie zważając na ich rozmowy i śmiechy. Napotkałam wzrokiem złączone palce Mellodie i Filipa. O jak słodko. Czekaj, czekaj... What, kurwa, co?! Zachłysnęłam się powietrzem i wszyscy na mnie spojrzeli.
- Mell, Fifi, czy my o czymś nie wiemy ? - wydukałam przez wargi.
Wszyscy spojrzeli w ich stronę, a następnie na złączone dłonie...

-------------------------------------------
Po pierwsze: wiem, że tragedia. Po drugie: wiem, że strasznie długo go pisałam. Po trzecie: same nudy. No dobra. Następny postaram się napisać w tempie ekspresowym. Za jakieś trzy dni powinien być. Ostatnio miałam natłok nauki, obowiązków itp. Dodatkowo nie miałam humoru. Każdy ma gorszy okres, nie? Pytanie:
  • Jakie zawiążą się relacje pomiędzy Martyną, a Perrie?
Dodatkowo jutro dodam nową bohaterkę, czyli Pezz. Następny rozdział będzie o samej imprezie. Jak na razie pozdrawiam. Plus... Za całkiem nie długo dowiecie się dlaczego Fifi nie lubi szkoły i bał się zakochać. Do napisania. 

niedziela, 31 marca 2013

Rozdział 20

~Perspektywa Mellodie~
Już miałam rozkładać kartkę, kiedy Filip przytrzymał moją dłoń.
- Przeczytaj to w domu. Chciałem ci to powiedzieć w prost, ale nie mam tyle odwagi.
Spojrzałam na niego uważnie. Pokiwałam głową, schowałam list do koperty, a potem do torebki. Przytuliłam Filipa na pożegnanie, wsiadłam w auto i odjechałam. Kiedy wreszcie dojechałam do domu, okazało się, że jestem sama. A gdzie Martyna ? Aaa... Musiała coś tam wynagrodzić Zaynowi, bo jej pomógł i ble, ble, ble... Opadłam na kanapę i wyciągnęłam ten list. Powolnym ruchem wyjęłam kartkę i zaczęłam czytać jej treść. To co tam zobaczyłam przeszło moje największe oczekiwania. Szybko odrzuciłam go na stolik, chwyciłam kluczyki i popędziłam do auta. W drzwiach wyminęłam się z Louisem. Rzuciłam mu jakieś bezsensowne wyjaśnienia i odjechałam. Muszę dostać się do Filipa...

~Oczami Louisa~
Walczę z tym, ale nie chce odejść. Chce to wyrzucić z siebie, ale coś mnie powstrzymuję. Czemu to uczucie nie chce przeminąć ? Czemu wciąż kocham El ? Ona jest nic nie warta. Dostałbym po głowie od Mell za gardzenie z niej. No nic. Może ona zna złoty środek na przepędzenie miłości... Wcisnąłem kapcie na nogi i udałem się do sąsiadów, a dokładnie do Mellodie. Ona jest lekarstwem na wszystko. Niestety, nie było dane mi z nią pogadać. Krzyknęła tylko, że musi gdzieś pilnie jechać, a odpowiedź dlaczego znajdę w salonie na stoliku i już jej nie było.Westchnąłem i wszedłem do jej mieszkania. Usiadłem w pustym salonie i chwyciłem kartkę z listem. Ktoś ma ładne pismo. Zacząłem czytać:

 Droga Mellodie !
Od naszego pierwszego spotkania chciałem Ci to powiedzieć, ale wiedziałem, że nie zrozumiesz. Prawdą jest, że od pewnego czasu bawiłem się dziewczynami. Ale od niedawna wstydzę się tego i zrozumiałem, że źle robiłem. Chciałbym przeprosić te wszystkie dziewczyny, które raniłem, ale to raczej niemożliwe. Przysięgam, że przeproszę wszystkie jeśli je kiedyś napotkam. Muszę się przyznać też, że kiedy Cię pierwszy raz ujrzałem, to postanowiłem Cię wykorzystać. Ale od kiedy uderzyłem Cię pod sceną zmieniłem nastawienie. Zrobiłaś coś w moim umyśle, czego nikt inny nie potrafił. Jednym spojrzeniem przejrzałaś mnie do głębi i nie świadomie nauczyłaś życia. Przy puszczam, że od początku było pisane mi spotkanie Ciebie i nagła przemiana.  Jestem pewny, że cały przebieg wydarzeń był ustalony jeszcze przed naszymi narodzinami. Coś we mnie pękło i zrozumiałem swoje błędy. Także przepraszam Cię. Prosząc o wybaczenie Ciebie, przepraszam też inne kobiety. Ale ja tu nie o tym chciałem... Mell, ja się w tobie zakochałem. Tak kompletnie, bez przyczyny, owładnęłaś moim umysłem i ciałem. Szaleję za tobą. Nie potrafiłbym żyć bez twojego ciepłego dotyku i powiewu oddechu na mojej skórze. Nigdy nie przy puszczałbym, że człowiek uzależnia się od kogoś tak szybko, tak niewyobrażalnie mocno. Poznałem Ciebie i okazuje się to możliwe. ,, Żadna wielka miłość nie umiera do końca. Możemy do niej strzelać z pistoletu, lub zamykać w najgłębszych zakamarkach serc. Ale ona jest sprytniejsza...'' Próbowałem wygonić uczucie do Ciebie, ale nie potrafię. Boję się, że Cię stracę, choć nawet nie jesteś moja. W mojej głowie panuje chaos, w ciele strach, a w sercu Ty. Wciągasz mnie jak narkotyk. Ale jesteś dobrym uzależnieniem. Nie żałuję, że Ciebie zażywam. Kocham Cię. Nawet jeśli ty tego nie odwzajemnisz.
Proszę, nie odrzucaj mnie teraz.                 
Filip.                 


Patrzyłem na tą kartkę z otwartymi ustami jeszcze dobre 10 minut. Nagle zauważyłem ledwo zauważalny dopisek. Było to pismo Mell : ,,Też cię kocham, ale powiem to ci w twarz.'' Wściekły rzuciłem tą kratką o podłogę i kopnąłem sofę. Oni nie mogą być razem !!! Zdenerwowany biegałem po całym salonie i miałem ochotę wszystko rozwalić. To nie może być rzeczywistość ! On mi jej nie może zabrać... Nie kocham jej, ale czuję duże przywiązanie, a przez niego nie będzie miała dużo czasu dla mnie. Mam ochotę zabić tego gnojka ! Nie dość, że nie umiem przestać kochać nieosiągalnej osoby, to jeszcze zabierają mi jedyne wsparcie. Za jakie grzechy !? Wybiegłem z domu Mell i poszedłem do siebie. Wściekły, roztrzęsiony i zrozpaczony, kopiąc wszystko po drodze wszedłem do swojego pokoju, a na moim łóżku siedziała Eleanor. Co ona tu kurwa mać robi ?!
- Louis... - wyszeptała, gdy mnie zauważyła. Wziąłem parę szybkich oddechów dla uspokojenia.
- Co ode mnie chcesz ? - spytałem bliski płaczu.
- Bo ja... Chciałam przeprosić. Chyba popełniłam błąd zrywając z tobą. Działałam pod presją chwili. Brakuje mi ciebie. Wiem, że mogłeś sobie poukładać już życie beze mnie i już nie chcesz ze mną być. Zrozumiem to, ale i tak przyszłam prosić cię o drugą szansę. Wybaczysz mi ? - ona chyba też walczyła ze łzami.
I w tym momencie uświadomiłem sobie, że ja już dawno nie kocham El.  Była mi bliska, dlatego za nią tęskniłem. Ale moje uczucie dawno wygasło.
- Ja już cię nie kocham El. Nie mogę być z kimś, kogo nie kocham, bo bym tą osobę ranił i okłamywał. Pokochałem kogoś innego. - odpowiedziałem.
Dziewczyna skinęła głową i wyszła z pomieszczenia. Opadłem na łóżko i zamknąłem powieki. Wcale nie skłamałem, że pokochałem kogoś innego. Obecność Eleanor uświadomiła mi, że kocham Mellodie. Tylko ona teraz pewnie jest z Filipem i są szczęśliwi...

----------------------------------
Ta dam .!Ten rozdział jest krótki, długo go nie dodawałam, nie ma obrazka i w ogóle tragedia, ale cóż...Obiecuję, że następny będzie dłuuuuuuuuuuugaśny. Powoli zaczynamy wchodzić w zawirowanie uczuciowe. Radzę robić notatki, bo wszystko zacznie się komplikować. ;) Pytanko:
  • Co zrobi Louis w związku  uczucie do Mellodie ?
Nie wiem kiedy kolejny, ale myślę, że w przeciągu tygodnia się pojawi. Do napisania, kochani.






sobota, 23 marca 2013

Rozdział 19

~Oczętami Mellodie~
Drrrrr !!! Jak ja nienawidzę budzików. Na oślep wyłączyłam to potworne urządzenie. Powoli zwlekłam się z łóżka i podążyłam do łazienki. Stanęłam przed lustrem i głośno westchnęłam. Wykonałam codzienne czynności i poszłam do garderoby. Stamtąd wyciągnęłam ciuchy. Wciągnęłam je na siebie i tworząc kok z włosów zeszłam na dół do kuchni. Spojrzałam na zegarek. 7:20. Za dwadzieścia minut powinnam być na lotnisku. Czy Filip nie mógł wybrać wcześniejszej godziny ? Czujecie ten sarkazm ? Jakby nie mógł przylecieć o 16:00. Równie dobrze mogę iść spać. On i tak nie wie, że będę na lotnisku. Wmówiłam mu przez telefon, że nie mogę, bo coś tam. Chcę mu zrobić niespodziankę. Muszę już jechać. Chwyciłam jabłko chcąc je zjeść w drodze, jednak stwierdziłam, że nie jestem głodna i je odłożyłam. Poszłam do garażu, wsiadłam w auto. Nacisnęłam magiczny guziczek i drzwi od garażu same się otworzyły. Bajerancko, nie ? Niedawno tata w przejawie swej co miesięcznej ojcowskiej troski, która trwa całe dwie godziny zamontował mi to. Miło i koszmarnie za razem. Włączyłam radio i pojechałam na lotnisko. Zaparkowałam, wysiadłam i zamknęłam pojazd. Weszłam do wielkiej hali lotniska. Wszędzie chodzili ludzie z walizkami, torbami i dziećmi. Wszyscy zabiegani i nie mający czasu. Weszłam głębiej i usiadłam na ławeczce. Po chwili usłyszałam: ,,Lot Kraków-Londyn wylądował''. Uśmiechnęłam się do siebie i spojrzałam w stronę wyjścia z pasów startowych. Po upływie niedużego czasu zaczęli stamtąd wychodzić ludzie. Starsze osoby, młode matki, nastolatkowie i on. Ubrany w codzienne ciuchy, z dużą walizką i lekkim uśmiechem. Podbiegłam do niego i przytuliłam od tyłu. Odwrócił się zdziwiony i napotkał mój wzrok. Na jego twarzy rozlał się szeroki uśmiech, a w oczach pojawiły się małe iskierki.
- Cześć - powiedziałam i ponownie wtuliłam się w jego ciepłe ciało.
- Hej. - objął mnie ramieniem. - Co ty tu robisz ? Myślałem, że nie możesz przyjść.
- Kłamałam. Chciałam ci zrobić niespodziankę.
- Najmilsza jaka mnie spotkała.
- To jest komplement ? - spytałam podnosząc głowę z jego ramienia i wpatrując się w jego oczy.
- Tak, chyba tak. - stwierdził marszcząc nos.
Odkleiłam się od niego i złapałam pod rękę.
- Chodź. Zawieziemy to do ciebie i gdzieś cię porywam. I nie obchodzi mnie, że się nie wyspałeś, lub jesteś zmęczony podróżą. Ja chcę się tobą nacieszyć.
Pociągnęłam go do auta. Wsadził walizkę i usiadł na miejscu pasażera. Odpaliłam auto i ruszyliśmy  do jego mieszkania. Śpiewaliśmy piosenki z radia i śmialiśmy się z niczego. Na światłach machaliśmy do przechodniów. Za oknem świeciło słońce. Był koniec lata, ale wszystko nadal zielone. Twarz Filipa była wypoczęta i spokojna. Moja zmęczona i napięta. Przysłonięta uśmiechem i okularami. Wjechałam na podjazd i wyszłam z auta. Fifi zabrał walizkę i poszliśmy do jego domu. Chłopak zaniósł swoje klamoty na górę, a ja usiadłam w kuchni.Po chwili przyszedł i usiadł na przeciwko mnie.
- Głodny jestem. - powiedział niespodziewanie.
- Chyba mam drożdżówkę w torbie. Czekaj. - zaczęłam grzebać w torebce. W końcu wyciągnęłam to co szukałam i podałam mu.
- Dziękuję.
- Proszę bardzo.
- Chcesz pół ?
- Nie. Nie jestem głodna. - uśmiechnęłam się do niego.
Filip pochłonął bułkę. Zaczęliśmy rozmowę.Od drobnostek przez dyskusje, śmiechy i milczenie.
- Włącz radio. Chłopcy zaraz mają wywiad. - powiedziałam.
- Yhmmm...
Filip włączył radio. Akurat kończyła się jakaś piosenka i zaczęła się rozmowa z chłopcami. Słuchając postanowiłam otworzyć okno. Na dworze było gorąco. Każdy biegał w letnich ciuchach. Uśmiechnęłam się lekko i usiadłam na parapecie. Wywiad zakończył się, a w radiu zaczęła lecieć jakaś klubowa muzyka. Filip stanął obok mnie i oparł rękoma o moje kolana. Wychylił się za okno i głośno nabrał powietrza. Trzymał je w sobie przez dłuższą chwilę, a potem wypuścił. Zamknął powieki i delikatnie kiwał się w górę i dół. muzyka w tle zmieniła się i usłyszałam pierwsze nuty Coldplay - Pardise. Chłopak otworzył oczy i wyprostował się. Wyciągnął dłoń w moją stronę.
- Czy raczy pani zatańczyć ? - spytał z firmowym uśmiechem.
- Bardzo chętnie. - podałam mu swoją dłoń. Już po chwili stałam na podłodze i obracałam się w rytm melodii z radia.

*2 godziny potem*
- No mówię ci przecież. Wyglądasz świetnie ! - wykrzyknął po raz dwunasty w ciągu 2 minut.
- Ale przecież ja, tak dawno nie nosiłam czegoś takiego. Ostatni raz był, kiedy miałam 13 lat.
- Nie marudź. Wyglądasz pięknie.
- Ale...
- Nie ma ale. Kupujemy.
Siłą zaciągnął mnie do kasy i kupił sukienkę. Mogłam się nie zgadzać, ale nie potrafiłabym mu odmówić...
- Teraz buty... - zaczął rozglądając się za obuwniczym.
- Proszę, niech będą płaskie. - błagałam.
- Nie. Chyba ja miałem dziś wybierać prawda ?. -spytał poddenerwowany, ale rozbawiony.
- A kiedy jest ten ślub ? - spytałam zaciekawiona.
- Za tydzień. - odparł spokojnie.
- Szybko się zorientowałeś, że musisz mieć partnerkę. - skrytykowałam.
- Wiem... Jakoś tak samo wyszło. - powiedział, rumieniąc się.
Weszliśmy do obuwniczego. Stamtąd do jeszcze paru sklepów. W końcu z pełnymi torbami usiedliśmy w Mc. Donald's. Nie odczuwałam głodu, więc wzięłam tylko shake czekoladowego. Za to Fifi był okropnie głodny i zamówił pełno jedzenia. W końcu postanowiliśmy wracać do domu. Musiałam iść do niego po auto. Droga powrotna była pełna śmiechu i wygłupów. Dotarliśmy do jego mieszkania i już miałam odjeżdżać, kiedy mnie zatrzymał.
- Mam jeszcze coś dla ciebie. Nawet dwie rzeczy. Czekaj tu...
Pobiegł gdzieś, a ja stałam na wjeździe i czekałam. Po chwili zjawił się przy mnie.
- To dla ciebie. Żebyś o mnie pamiętała. - wyjął zza siebie małe zawiniątko.
Kazał mi zamknąć oczy. Spełniłam jego prośbę. Usłyszałam szelest papieru. Po chwili uniósł moją dłoń i założył coś na nadgarstek. Uchyliłam powieki i zauważyłam na mojej ręce bransoletkę.
- Dziękuję. Nawet bez niej bym nigdy nie zapomniała. - wyszeptałam.
- Jest coś jeszcze.
- Jak to ? Zbyt dużo dla mnie poświęcasz.
- Nie marudź.
Wyjął z kieszeni małą kopertę i mi ją wręczył. Spojrzałam na nią podejrzliwie. Chwyciłam pakunek i otworzyłam. W środku był list...

---------------------------------------
Ta dam ! Napisałam, ale nawet nie wiem jakim cudem. Pytanko:
  • Na kogo ślub wybiera się Filip i Mell ?
Kolejny rozdział, znowu za jakieś 4 do 5 dni. A na moim drugim blogu już jutro pojawi się kolejna część. To do napisania, kochani !

wtorek, 19 marca 2013

Rozdział 18

~Oczkami Louisa~
Nasze palce gładko przepływały przez klawisze idealnie zgrywając się ze sobą. Nagle Mell przerwała grę i położyła swoją dłoń na kolanie. Zrobiłem to samo. Dziewczyna wpatrywała się przed siebie, wciąż przytulając się do mojego ciała.  Przeszło mnie nagłe uczucie ciepła. Czułem się przy niej bezpieczny i potrzebny. Dawała mi jakieś niewyjaśnione uczucie. Darzyła mnie troską i ufnością. Opowiadała mi wszystko. Bywałem o nią zazdrosny. Właściwie jestem. Jak tak myślę, że jutro idzie odebrać tego idiotę Filipa z lotniska, to mi się zbiera na wymioty. On wyjechał na miesiąc i było pięknie, ale nie... Musiał wrócić. Ale nie mogę teraz myśleć o nim. Teraz muszę skupić się na Mell. Nagle dziewczyna uśmiechnęła się tajemniczo. Zerwała się z z krzesełka i szepcąc ciche ,,chodź'' pociągnęła mnie za sobą. Pobiegliśmy do kuchni. Mellodie szybko wyjęła kubki i zrobiła kakao. Wcisnęła mi jeden i popędziła w stronę schodów. Zdezorientowany podążyłem za nią. Ona usiadła na schodku opierając się o ścianę. Usiadłem na przeciw. Położyła swoje nogi pomiędzy moje i siedzieliśmy tak, wpatrując się w zupełnej ciszy w siebie nawzajem. Powoli brałem łyk za łykiem gorącej cieczy.

- Często tu siedzę, jak mam kiepski dzień. - powiedziała przerywając ciszę. - Tu mi się dobrze myśli. Czasem czuję, że... Że nie mam siły. Siadam wtedy z kubkiem kakao, czy cappuccino i rozmyślam. To odprężające. Czasem, jak mam jakiś problem, lub nie wiem co wybrać, siadam przed fortepianem i gram. To też odpręża. Jak wracamy z Martyną z uczelni, to biorę gitarę i śpiewamy jakieś durnowate piosenki. To też uspokaja. Natomiast kiedy Martyna ma kiepski dzień, to gram jej na skrzypcach. Uwielbia, gdy to robię. A kiedy jest już gorzej niż źle, myślę o moich bliskich i tych, którzy dla mnie dużo znaczą.  O Martynie, o babci, o dziadku, o Ally, o Meg, o Filipie i o... O tobie. Nawet nie wiesz jak mi na tobie zależy. To niby tylko jeden miesiąc, a stałeś mi się bliższy niż własny brat. Zresztą nigdy go nie miałam, a chciałam mieć. Jednak myślę, że i tak byłbyś od niego lepszy. Nie znalazłam kogoś tak wyjątkowego jak ty. Nigdzie...- zamilkła i spuściła głowę, usilnie wpatrując się w swoje kakao.
- A gdy ja mam zły dzień - zacząłem - to siadam na ławce w parku i próbuję wykopać dziurę w chodniku. Jeśli mi nie pomoże siadam na huśtawce i huśtam się na niej, aż zrobi mi się nie dobrze. Jeżeli to też nie pomogło śpiewam jakieś piosenki, a jeśli to też nie, to gram na fortepianie. Ewentualnie gadam z chłopakami. Ale jeśli nic z tych rzeczy mi nie pomogło to dzwonię, lub przychodzę do ciebie. Twój głos i dotyk mnie uspokaja. 
*Jesteś lekiem na całe zło
I nadzieją na przyszły rok.
Jesteś gwiazdą w ciemności,
Mistrzem świata w radości,
Oto cała ty.* - zanuciłem i spojrzałem w jej oczy.
Były idealnie skierowane na moje. Przeszedł mnie dreszcz. Delikatnie odstawiła swój już pusty kubek na następny stopień. Zrobiłem to samo. Cały czas patrzała mi się w oczy. Nie potrafiłem wytrzymać jej spojrzenia. Od pewnego czasu mnie onieśmielał. Spuściłem wzrok. Po chwili poczułem ja chwyta moje dłonie. Wplata między moje palce swoje.
- Razem ? - spytała szeptem.
- Na zawsze - odpowiedziałem.
 Oparła swoje czoło o moją klatkę piersiową i głęboko oddychała.

-----------------------------------------------
No i jest number 18. Trochę nudnawy i krótki, ale powoli wszystko nabiera tempa. Wiem, że trochę długo to wszystko się rozkręca, ale już taka moja natura. Pytanie, pytanko, pytancio:
  • Dlaczego Mell tak bardzo lubi schody ?
piosenka* - a raczej jej część.: Krystyna Prońko - Jesteś lekiem na całe zło.
Następny rozdział za jakieś 4 dni.  Całuję i pozdrawiam. Do napisania, misiaczki !

sobota, 16 marca 2013

UWAGA !

Informacja ! Założyłam nowego bloga. Też z opowiadaniem. Tylko bez 1D. Prolog za niedługo i zachęcam do czytania. Oto on: http://to-ja-i-ty.blogspot.com/ . To na tyle. Mam nadzieje, że ktoś go będzie czytał. Wiem, że to dziwne, że nie mam czasu pisać tutaj, a co dopiero tam. No cóż... Ja jestem królową nieprzemyślanych decyzji. Pozdrawiam.